Rzadko się zdarza, żeby pisarz tak wcześnie i tak jasno sprecyzował swoje estetyczne credo, jak to uczynił James Joyce. Już bowiem w młodzieńczych esejach niejako oczyścił przedpole, opowiadając się za literaturą wyzwoloną z pęt narodowego i religijnego konformizmu, a w paryskich zapiskach z 1903 roku, kontynuowanych w Poli i Trieście i rozwiniętych, po ich częściowym wykorzystaniu w Stefanie bohaterze, na kartach Portretu artysty, wyłożył dokładnie swoja filozofię estetyki, która w ostatecznych konsekwencjach miała go zaprowadzić do rozbicia tradycyjnych kanonów i stworzenia nowej formy powieści.
Joyce a poglądy Tomasza Akwinaty i Arytotelesa
Jest przy tym niesłychanie ciekawe i znamienne, że przyszły czołowy nowator prozy XX wieku oparł się w swoich rozważaniach głównie na Arystotelesie i Tomaszu z Akwinu (oraz wnioskach wyciągniętych z dokładnej analizy „Boskiej komedii” Dantego), których teorie skrzyżował z dialektyką Hegla i interpretował swobodnie, poniekąd w duchu ,l’art pour l’art”‘. Zresztą Arystoteles, który przyznawał sztuce, a w szczególności poezji, autonomię, i to nawet podwójną, mianowicie zarówno w stosunku do spraw moralnych, jak i przyrodzonych, zarówno wobec cnoty, jak i wobec prawdy” – musiał mu być bliski.
Wyszedłszy od stwierdzenia, że Arystoteles w swej znanej definicji tragedii dokładniej nie określa ,,litości i trwogi”, Joyce zastanawia się w Portrecie artysty,w rozmowie miedzy Stefanem Dedalusem a Lynchem, nad istotą tych uczuć. Stanowią one według niego tylko dwa stadia ,tragicznego wzruszenia”, ,które zatrzymuje ducha na widok wszystkiego, co ciężkie i nie-przemijające w ludzkim cierpieniu”, a zatem ,,jest sta-tyczne”. Natomiast ,,uczucia, które wywołuje niedoskonała sztuka, są kinetyczne, a uczuciami tymi są pożądanie lub niechęć. Pożądanie pobudza nas do owładnięcia czymś, do zbliżenia się do czegoś; niechęć pobudza nas do porzucenia czegoś, do oddalenia się od czegoś. Sztuka wywołująca tego rodzaju uczucia, sztuka pornograficzna lub dydaktyczna, jest też wobec tego sztuką niedoskonałą”.
Arystoteleizm autora, Akwinata i pękno
Bo w prawdziwym ,wzruszeniu estetycznym” ,,duch zatrzymuje się i wznosi ponad po-żądanie i niechęć”. Piękno ,,budzi w nas lub powinno budzić, wywołuje lub powinno wywoływać estetyczna statykę, idealną litość lub idealną trwogę, statykę, którą wywołuje, przedłuża, wreszcie rozprasza coś, co ja nazywam rytmem piękna… Rytm jest to pierwszy formalny estetyczny stosunek, w jakim pozostają do siebie części pewnej estetycznej całości lub pewne estetyczne całości do jednej lub wielu swych części, albo wreszcie którakolwiek część do tej estetycznej całości, w której skład wchodzi.” ,,Części zrastają się w całość – pisze Joyce w notatkach z 25 marca1903 r.82- jeżeli przyświeca im ostateczny wspólny cel”. O właściwościach piękna Tomasz z Akwinu powiada: Ad pulchritudinem tria requiruntur: integritas,consonantia, claritas“. Zdanie to (nb. zacytowane przez Joyce’a z Summy teologicznej w znacznie skróconym wymaga piękno: pełni, harmonii i promienności”, po czym tak wyjaśnia swemu przyjacielowi poszczególne człony definicji:
,,…obraz estetyczny naprzód jasno ukazuje się naszemu poznaniu jako twór ograniczony i zwarty w sobie na niezmierzonym tle przestrzeni czy czasu, które nie są tym obrazem. Poznajesz go jako jedną rzecz. Widzisz go jako jedną całość. Poznajesz jego pełnię. To jest integritas”
Tomasz z Akwinu – Summa teologiczna
(„sive perfectio”, ,,czyli doskonałość” – jak czytamy w oryginalnym tekście Tomasza z Akwinu). Potem ,po syntezie bezpośredniego wrażenia następuje analiza poznania. Twoje poprzednie odczucie, że widzisz jedną rzecz, ustępuje teraz odczuciu, że widzisz rzecz jako taką. Poznajesz, że jest złożona … powstała z części, że jest wynikiem tych części i ich sumą, że jest harmonijna. To jest consonantia” (którą Tomasz nazywa też ,,debita proportio”, ,,właściwą proporcją'”‘). Wreszcie
,…przechodzisz do syntezy, jedynie dopuszczalnej logicznie i estetycznie. Pojmujesz wówczas, że jest to ta właśnie, a nie inna rzecz. Promienność, o której mówi Tomasz z Akwinu, jest to owa scholastyczna quidditas, wewnętrzna istota rzeczy… Chwila, gdy najwyższy przymiot piękna, jasna promienność estetycznego obrazu jako świetlane pojęcie powstanie w umyśle, uderzonym poprzednio pełnią tego tworu i olśnionym jego harmonia, jest świetlaną, cichą statyka estetycznej rozkoszy, jest stanem duchowym wielce podobnym do owego uczuciowego stanu, który włoski fizjolog Luigi Galvani … nazwał oczarowaniem serca”, a który – dodajmy-Stefan w Stefanie bohaterze (gdzie wygłasza swoje teorie wobec innego przyjaciela, Cranly’ego) obdarza mianem epifanii, objawienia.
Epifanie Joyce’a
Dla uniknięcia nieporozumień trzeba tu wyjaśnić, to jako ,,epifanie” młody Joyce określał też pewien uprawiany przez siebie gatunek literacki- króciutkie, impresyjne szkice, oddające migawkowo jakieś zupel-nie zwykle, codzienne, pozornie nieważne rozmowy, wydarzenia, scenki, mimowolne manifestacje uczuć,sny itd., w których objawia się , wewnętrzna istota rzeczy”, pilnie skrywane ,,ja” człowieka. ,,Epifanie” te, luźno notowane w zeszytach-szkicownikach, zachowały się dzięki Stanisławowi (cytuje je w swojej książce) i częściowo weszły potem do Portretu artysty, a wszystkie dzieła pisarza powstały jakby z ich ducha: stanowią dalsze i coraz szersze rozwinięcie , epifanicznej” metody, której końcowym i najdziwniejszym produktem jest Finnegans Wake.
Przeczytaj – Czy ojciec Joyce’a był Polakiem z pochodzenia?
Obok trzech etapów kontemplowania dzieła artystycznego, które są dla Joyce’a jednocześnie trzema etapami artystycznej twórczości, pisarz stawia trzy rodzaje sztuki, progresywnie wynikające jeden z drugiego. Rodzajami tymi są: forma liryczna, w której artysta przedstawia obraz w bezpośrednim stosunku do siebie; forma epicka, w której artysta przedstawia obraz w pośrednim stosunku do siebie i do innych ludzi; forma dramatyczna, w której przedstawia obraz w bezpośrednim stosunku do innych ludzi”.
Rodzaje sztuki według Joyce’a
A oto jak Stefan-Joyce bliżej określa trzy wymienione formy, przeważnie nie występujące zresztą w czystej postaci: forma liryczna – powiada – jest najprostszym słownym wcieleniem chwilowego wzruszenia, okrzykiem rytmicznym, który przed wiekami pobudzał człowieka, naciskającego wiosła lub wciągającego kamienie na stok wzgórza. Człowiek, wydający ten okrzyk, bardziej odczuwa to chwilowe wzruszenie niż samego siebie, podmiot tego wzruszenia. Najprostsza forma epicka wyłania się z literatury lirycznej, gdy artysta zatrzymuje się i rozmyśla nad sobą jako nad ośrodkiem epickiego zdarzenia. Forma ta rozwija się, póki uczuciowy punkt ciężkości nie znajdzie się w równej odległości od artysty i jego otoczenia. Narracja przestaje być czysto osobista. Osobowość artysty przechodzi w samą narrację, opływającą postacie i akcję, jak żywotne morze. Rozwój ten łatwo można zauważyć w angielskiej balladzie Turpin Hero, rozpoczynającej się w pierwszej osobie, a kończącej w trzeciej.

Do dramatycznej formy dochodzi się, gdy wirująca żywotność, opływająca każdą postać, napełnia wszystkie postacie taką żywotną siłą, że nabierają własnego i nietykalnego życia estetycznego. Osobowość artysty, będąca z początku okrzykiem, kadencją, nastrojem, potem płynącą, jasną narracją, w końcu wysubtelnia się przez oderwanie od samoistnego bytu, depersonalizuje się, by tak rzec. Obraz estetyczny w formie dramatycznej- to życie przesiane przez ludzką wyobraźnię i odbite w jej zwierciadle. Misterium estetycznej twórczości, podobnie jak misterium tworzenia z materii, zostaje w ten sposób spełnione.
Zobacz też – Fragment polskiej prozy katolickiej
Artysta jak Bóg-Stwórca jest wewnątrz swego dzieła, czy za nim, czy obok niego, czy nad nim, niewidzialny, wysubtelniony przez oderwanie się od samoistnego bytu, i obojętnie czyści sobie paznokcie”. Staję się więc ,,wzniosłą, bezosobową siłą”, którą Joyce podziwiał u Ibsena. Przeprowadzając analogię między artystą a Bogiem, między twórczością artystyczną a boskim aktem tworzenia i, co za tym idzie, między dziełem artysty a naturą, Joyce oparł się jednak w swoich rozważaniach nie tylko na Tomaszu z Akwinu.
Joyce a Flaubert wobec sztuki
Zdradzają one również bezpośredni wpływ Flauberta, Mallarmégo i Cé-zanne’a-teoretyka, którzy uważali, że dzieło sztuki powinno być możliwie obiektywne i wolne od elementów uwarunkowanych osobowością twórcy”. Artysta nie powinien być w dziele bardziej widoczny – wszedzie obec powiada Flaubert – niż Bóg w naturze: obecny, lecz nigdzie niedostrzegalny”.
Możesz też zainteresować się innymi wpisami – zostawiam wolną rękę!
